fotografia

W świetle reflektorów, czyli jak się robi światło w teatrze?

2019-11-14

Czym się zajmuje w teatrze reżyser światła i na czym polega jego rola? Jak wygląda proces "produkcji" oświetlenia i co wpływa na jego realizację? Zapraszamy na rozmowę z Marcinem Chlandą, scenografem, reżyserem światła i multimediów oraz wielkim miłośnikiem koszykówki, który 27 listopada poprowadzi w Teatrze Słowackiego warsztaty pt. "Wojna polsko-ruska..." w świetle reflektorów.

 

Jaką rolę pełni w teatrze światło?

Światło decyduje o tym, co na scenie widzimy, a czego nie. Pokazuje, co jest w danym momencie ważne – na przykład jaką mamy porę dnia lub w jakim stanie jest bohater, ale też buduje klimat i nadaje scenom dynamikę. A przede wszystkim jest integralną częścią scenografii. Projektując światło, muszę mieć na uwadze to wszystko, co się dzieje na scenie – aktorów, scenografię, kostiumy czy choreografię. Dlatego fizyczne działania reżysera światła pojawiają się w produkcji spektaklu jako ostatnie, kiedy składa się już spektakl na scenie.

Jesteś świeżo po premierze „Hamleta” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego, która odbyła się w Teatrze Słowackiego. Opowiedz o tej współpracy.

Zwykle jest tak, że równocześnie robię scenografię i reżyserię światła. „Hamlet” jest piątym spektaklem, do którego robię samo światło. Nie ukrywam, że o wiele bardziej wolę pierwszą opcję.

Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że projektując scenografię, już myślę o świetle i o tym, co ono tej scenografii może zrobić, a czego nie może. Po drugie łatwiej mi się dyskutuje z jedną osobą, czyli z reżyserem i ewentualnie z dramaturgiem. Realizując drugą z opcji, trzeba wziąć pod uwagę zdanie wielu osób. Z Małgosią Szydłowską, która odpowiadała za scenografię do „Hamleta”, prowadziłem rozmowy techniczno-wizualne. Z Bartkiem merytoryczne. Wpływ na światło miała również Dominika Knapik, która się zajęła choreografią oraz Dawid Kozłowski odpowiedzialny za wideo. Summa summarum myślę, że udało nam się wspólnie stworzyć ciekawy wizualnie spektakl.

Jak wygląda proces powstawania światła do spektaklu? 

Jeśli zajmuję się tylko reżyserią światła – jak miało to miejsce w „Hamlecie” – to zaczynam od przeniesienia projektu scenografii w 3D do swojego komputera. Zastanawiam się nad tym, co trzeba zmodyfikować, żeby ją oświetlić tam, gdzie chcę i jak to zrobić z korzyścią dla spektaklu. Czyli w tym konkretnym wypadku: jak i gdzie zawiesić reflektory, których projekt scenografii nie uwzględnia oraz gdzie przygotować otwory, przez które na scenę będzie mogło wpadać światło. Następnym etapem jest przygotowanie planów i omówienie ich z ekipą oświetleniową oraz kierownikiem technicznym. Decydujemy o tym, co trzeba dokupić, zrobić, zawiesić. Podczas budowy scenografii równolegle montujemy odpowiednie reflektory w danych miejscach czy zakładamy filtry w przypadku aparatów konwencjonalnych. Potem patrzę na to, co dzieje się na scenie i próbuję stworzyć klimat zgodny z tym, co widzę i czuję w formie obrazów świetlnych.

Na początku światło tworzy się scenami, potem sceny łączy się w sekwencje. Na koniec patrzy się na zarys całości oraz strukturę świateł, i dopiero wtedy można wprowadzić zmiany na głębszym poziomie. Mówimy tu na przykład o natężeniu światła, o jego barwie lub szybkości zmian oświetlenia pomiędzy scenami. To, jak finalnie będziemy „świecić”, ewoluuje często aż do dnia premiery, bo część reżyserów do ostatniej chwili wprowadza zmiany w kolejności przebiegu scen oraz korekty dotyczące miejsc, w których toczy się akcja. Każda zmiana na scenie ma konsekwencję w drabinie świateł. Oczywiście to moje spojrzenie na ten proces.

A jak jest w przypadku, kiedy robisz zarówno scenografię, jak i światło?

Wtedy zaczynam pracę od lektury tekstu i rozmowy z reżyserem na temat planowanego spektaklu. Na tej podstawie wyrabiam już sobie pewne zdanie i wyobrażenie na temat świata, który mam wykreować na scenie. Potem następuje etap projektowania. Staram się od razu „ubierać” projekt w światło, choć mam świadomość, że na końcu tej pracy i tak dojdzie do całej masy kompromisów, które są w teatrze nieodzowne. Wbrew temu co niektórzy myślą, nie jest to praca artystycznie niezależna. Trzeba się zmieścić w scenie, budżecie i we wszystkich innych ograniczeniach, które narzuca teatr.

W jaki sposób można się nauczyć reżyserii światła?

Nie ma w Polsce osobnego kierunku, który by tego uczył. Moim zdaniem, najlepszą szkołą jest doświadczenie. Można je zdobyć podczas pracy przy spektaklach. Światło jest traktowane jako element scenografii, dlatego zwykle zajmują się nim scenografowie czasem ustawia je sam reżyser spektaklu.

Każdy twórca powinien mieć swój własny styl „świecenia” oraz język, którym się posługuje. Nie jest to jednak do końca możliwe, ponieważ większość teatrów ma zazwyczaj sztywny park oświetleniowy co oznacza, że możliwości „świecenia” są tak naprawdę ograniczone i powtarzalne. Duże znaczenie ma samo miejsce. Inaczej „świeci się” w teatrze profesjonalnym, inaczej w amatorskim. Duże sceny pozwalają na wiele planów, małe często nie dają takich możliwości. Teatry komediowe i komercyjne nie zastanawiają się nad plastyką światła tak bardzo, jak teatry dramatyczne. W teatrze komediowym aktor ma być najczęściej po prostu widoczny, bo widz przyszedł go zobaczyć.

W reżyserii światła przede wszystkim chodzi o klimat oraz o to, żeby jedna scena widocznie wpływała na drugą. Czasem „świecimy” kontrowo i aktor jest na scenie niewidoczny, albo wykorzystujemy światło, które jest najbrzydsze na świecie, po to, żeby coś ważnego podkreślić.

Jaki rodzaj światła lubisz?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, bo każdy spektakl jest inny, a ja się dostosowuję do warunków jakie w nim panują. Najbardziej lubię spektakle, które mnie zaskakują również poprzez światło.

Co cię ostatnio zaskoczyło?

Dwa lata temu w trakcie Boskiej Komedii widziałem spektakl, podczas którego aktorzy występowali w maskach, przez cały czas byli niemal niewidoczni. Wszystko działo się na granicy ciemności. Widać było tylko jedno delikatne światło. Mi się to podobało, bo lubię rzeczy, których wcześniej nie widziałem, ale kiedy wyszedłem na foyer, usłyszałem, jak niektórzy ludzie mówili: „Co za gówno!”. Byli źli, boprzyszli zobaczyć gwiazdy, a spektakl został zagrany w maskach, na dodatek na scenie było ciemno. Ja byłem pozytywnie zaskoczony, a „zwykły widz” totalnie wk…, bo czegoś innego oczekiwał. Chciał zobaczyć aktora i obserwować, co ten aktor robi na scenie. Dlatego, kiedy pracuję nad scenografią, to zastanawiam się nie tylko nad jej wymiarem artystycznym, ale też nad tym, co ona zrobi widzowi. Jak ten widz się w niej poczuje.

Cztery lata temu pracowaliśmy z Pawłem Świątkiem w Teatrze im. Jaracza w Łodzi nad spektaklem „Książę niezłomny”. Akcja dramatu działa się na pustyni, w klimacie „Mad Maxa”. Tematem była woda, a tak naprawdę to, że jej nie ma. Wysypaliśmy na scenę tony piachu. Zaprojektowałem rzeźbę z butelek, z której kropla po kropli sączyła się woda na rozgrzany palnik. Generalnie taki klimat, że „upał i strasznie chce się pić”. W koncepcie poszedłem w ciepłe światło: pomarańcze, żółcie, czerwienie, ale kiedy zaczęła się praca na scenie  już wiedziałem, że to światło zmęczy widownię, i zamiast podążać za akcją,  ludzie będą zbierać siły, żeby tę intensywność i kolorystykę przetrwać. Ostatecznie to zmieniliśmy i sceny gorąca poprzeplataliśmy scenami nocnymi.

Jak powstawał projekt scenografii do spektaklu „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” w reżyserii Pawła Świątka?

Impulsem do stworzenia scenografii nie był tekst fabularny, tylko język Doroty Masłowskiej i kondycja ludzi, którzy go wypowiadają. Długo się zastanawialiśmy nad tym, w jaki świat ten język włożyć.

Jednym z tematów, które nam się pojawiły podczas pierwszych rozmów z Pawłem był piknik. Rzuciłem hasło „łąka”, które Paweł od razu podchwycił. Zaczęliśmy sobie tę łąkę wyobrażać. Najpierw pojawiło się mnóstwo różnych kwiatów rozmieszczonych dość luźno i realistycznie, ale zdecydowanie bardziej wolimy z Pawłem abstrakcję i przełożenie świata więc szybko zaczęły się pojawiać inne pomysły. Jednym z nich, były pomarańczowe maki z realistycznym układem. Ostatecznie z nich zrezygnowaliśmy i na scenie pojawiły się czerwone róże na białej podłodze w ścisłym układzie.

Wymyśliliśmy też koncept, że w tym świecie, nie ma w ogóle mężczyzn, a Silny, który jest głównym bohaterem „Wojny…” nie żyje. Wtedy pojawił się temat jego pomnika. Pierwszymi  jakie mi się „wyświetliły” były pomniki socjalistycznych żołnierzy, stamtąd skojarzenie przerzuciło mnie na Grób Nieznanego Żołnierza, który znajduje się na Placu Matejki w Krakowie, a potem – jak to w teatrze – zaczęliśmy te pomysły upraszczać. Raczej nie projektuję kostiumów, bo tego nie lubię, ale w tym spektaklu się to akurat zdarzyło. Uznaliśmy, że – w konwencji, którą wybraliśmy – najlepiej sprawdzą się bajkowe księżniczki w wyrazistych typach. Potem doszedł pomysł „świecenia” ogólnego w całym spektaklu ze specjalnym naciskiem na to, że każda z naszych bohaterek ma swoje własne światło, bez względu na czas trwania sceny i zmianę miejsca akcji. Dość dobrze to wszystko ze sobą zagrało. 

W jaki sposób trafiłeś do teatru?

Trochę przez przypadek, a może i nie. Jako dziecko dość często chodziłem z mamą do teatru, ale zazwyczaj na spektakle dla dorosłych. Kiedy byłem nastolatkiem, Jan Józef Szczepański – prozaik i dziennikarz, który był moim sąsiadem – zaczął mi dawać swoje zaproszenia na premiery do Starego Teatru. Miał już wtedy bardzo dużo lat i bardzo mało sił. Chętnie chodziłem tam zamiast niego. To co się działo na scenie robiło na mnie ogromne wrażenie. Wprawdzie czytałem wtedy dużo książek, ale całym moim światem była gra w kosza, czyli zupełnie inny świat.

Kiedy kilka lat później Piotrek Jędrzejas, który był wtedy na IV roku PWST, zaproponował, żebym zrobił scenografię i kostiumy do spektaklu „Świadkowie albo nasza mała stabilizacja”, od razu się zgodziłem, mimo że nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłem.

Czym się wtedy zajmowałeś?

Studiowałem historię Kościoła o specjalizacji sztuka sakralna, pracowałem w knajpie, wychowywałem dziecko, grałem w kosza. 

Skąd pomysł, żeby wybrać „Sztukę sakralną”?

Pojawił się z bardzo prozaicznego powodu. W wieku 19 lat zostałem ojcem. Nie dostałem się do Akademii Sztuk Pięknych, gdzie zdawałem bez pomysłu „po co”. Umiałem rysować i tyle. Cały wolny czas poświęcałem na grę w koszykówkę. Dostałem się wtedy na dwa kierunki studiów. Na Uniwersytecie Jagiellońskim zajęcia miały się odbywać pięć razy w tygodniu, a na sztuce sakralnej – dwa razy w tygodniu, plus można było trochę porysować. Wybór był oczywisty. Po roku miałem stypendium. Pracowałem w knajpie, zarabiałem przyzwoite pieniądze, mogłem utrzymać rodzinę i tak mi minęły te studia, ale teatr już mnie wciągnął i ostatecznie stał się również źródłem utrzymania. Lata później skończyłem scenografię, ale nie byłem zbyt wdzięcznym studentem. Miałem już za sobą trochę produkcji w teatrze i wiedziałem jak się ten teatr mniej więcej robi. Ponadto odkryłem nowe technologie, podczas gdy uczelnia nadal przywiązywała wagę przede wszystkim do lepienia makiet.

Denerwowało mnie to, że – pomijając wyjątki – zajęcia prowadzą głównie pedagodzy, którzy traktują scenografię czysto teoretycznie, a nie ludzie, którzy faktycznie tę scenografię i światło robią . Minęło już trochę lat, ale to się nie zmieniło i pewnie nieprędko nie zmieni. Dlatego, kiedy przychodzą do mnie młodzi ludzie i pytają, co robić, żeby zahaczyć się w teatrze czy w filmie, mówię, że pracować. Dźwigać reflektory, układać scenografię, wkręcić się na praktyki, chodzić na warsztaty i podglądać jak to robią inni, a nie tylko czytać na ten temat mądre książki i artykuły. Od tego nie można nauczyć się rzemiosła, a scenografia – moim zdaniem – jest rzemiosłem. Tutaj nie ma drogi na skróty. Trzeba ileś tych projektów zrobić, żeby w ogóle wiedzieć, co to za materia.

27 listopada będziesz prowadził w Małopolskim Ogrodzie Sztuki warsztaty „Wojna polsko-ruska…” w świetle reflektorów. Kto może na nie przyjść? 

Może przyjść każdy, kogo ten temat interesuje. To będzie kolejna edycja warsztatów. W poprzedniej wzięło udział kilkanaście osób. Większość z nich stanowili amatorzy. Wśród uczestników byli studenci scenografii i ludzie pracujący w domach kultury, ale też osoby, które po prostu interesują  się teatrem i chciały zajrzeć do „teatralnej kuchni”. Nie ukrywam, że najbardziej cieszyłbym się z osób, które w przyszłości chciałyby pracować ze światłem albo w ogóle robić cokolwiek w teatrze. Małopolski Ogród Sztuki jest bardzo dobrze zaopatrzony technicznie, więc będzie okazja, żeby zobaczyć sporo sprzętu i się czegoś konkretnego dowiedzieć.

Robisz te warsztaty w teamie z Filipem Marszałkiem.

Tak, znamy się od dawna i bardzo dobrze się uzupełniamy. Prowadzimy te warsztaty razem, bo inaczej nie miałoby to sensu. Ja wiem jak budować klimat i dramaturgię światłem, ale to Filip wie jak to wszystko przełożyć na język techniczny i wygenerować z tego konkretny obraz świetlny. Obsługuje stół realizacyjny, programuje, montuje, miksuje i jest w tym świetny! Dlatego prowadzimy to razem, dokładnie tak, jak to się dzieje podczas tworzenia spektaklu.

Warsztaty będą podzielone na dwie części. Podczas pierwszej z nich opowiemy o możliwościach lamp i różnicach, jakie można dzięki nim osiągnąć. Pokażemy, jakie dają światło. Będzie też blok, podczas którego uczestnicy będą musieli wyciągnąć z magazynów reflektory i osobiście się przekonać, że światło w teatrze ma swoją wagę. Dosłownie! Trzeba je najpierw postawić, zawiesić, okablować, dopiero potem można „świecić”, kadrować, kombinować. Oczywiście scenograf czy reżyser światła nie robi tego wszystkiego  sam, bo ma do pomocy ekipę techniczną, ale to on musi zdecydować gdzie to wszystko rozlokować. Będziemy pracować w oparciu o case „Wojny polsko-ruskiej…”. Na pewno będzie można samemu „poświecić” i skomponować scenę, a potem zostać na spektaklu i zobaczyć, jaki rodzaj „świecenia” finalnie wybrałem.

Ile czasu pracowałeś nad scenografią do „Wojny polsko-ruskiej…”?

To jest pytanie pułapka.

Dlaczego?

Bo czas w tym przypadku nie ma większego znaczenia. Niektóre projekty robię w tydzień, a inne w pół roku, ale to wcale nie znaczy, że te pierwsze są gorsze od drugich, czy na odwrót.

„Paw królowej” jest uważany za dobry spektakl. Wiele osób mówi, że scenografia jest bardzo spoko, a zrobiłem ją w ciągu trzech dni. Dla porównania, na początku tego sezonu pracowałem z Gośką Warsicką nad „Mistrzem i Małgorzatą” przez pół roku. Etapów tego projektu było tak dużo, że w pewnym momencie przestaliśmy je liczyć. Wiele rzeczy się zmieniało do momentu postawienia scenografii, a i tak podczas produkcji, wprowadzaliśmy nowe elementy, inne odejmowaliśmy.

Powstawanie spektaklu jest procesem. Nie można wszystkiego przewidzieć od A do Ż. Czasem ten proces trwa dłużej, czasem krócej.

W jaki sposób szukasz inspiracji? 

Inspiracją jest wszystko, co mnie otacza.

Gdy wiem, że będę nad czymś pracował w nowym sezonie, czyli mniej więcej za pół roku, to już asymiluję rzeczy, które mi się łączą z tematem. Jeśli już szukam inspiracji, to bardziej w realnym życiu niż w fikcji. Częściej odwiedzam strony reporterskie niż teatralne, czy albumy ze sztuką. Tak jak wcześniej wspomniałem, w „Wojnie polsko-ruskiej…” najpierw były maki i układ frywolny, potem matematyczny. Na koniec wybraliśmy róże i ułożyłem je w rzędach.

Pokazałem ten projekt Majce Kleczewskiej, z którą równolegle pracowałem, a ona mi mówi, że to wygląda podobnie jak u Piny Bausch, tylko tam była bardziej łąka, a u nas są rzędy jak na cmentarzu. To była trafna uwaga, chociaż spektaklu Piny Bausch nie widziałem, bo nie inspiruję się teatrem i innymi spektaklami, ale takie rzeczy się zdarzają. 

To, że ktoś używa nagminnie w scenografii piasku, nie znaczy, że ja nie mogę go użyć. Podobnie jak nie zrezygnuję z budowy np. jeziora na środku sceny, bo już ktoś inny coś takiego zrobił. Nie dziwię się też specjalnie, kiedy dostaję zdjęcia ze scenografią, która jest bardzo podobna do mojej.

Odbijamy się od wszystkiego, co widzimy. Wszystko się bierze ze wszystkiego. 

Często podkreślasz, że jesteś rzemieślnikiem, a nie artystą.

Tak, bo uważam, że nie wszystko, czym się zajmujemy w teatrze jest sztuką. Moim zdaniem sztuką jest tylko to, co jest naprawdę dobre. Reszta jest twórczością.

Dla mnie artystą jest np. pan Tadeusz Sobucki, który od ponad 20 lat jest tapicerem w Teatrze Słowackiego, bo jest mistrzem w swoim rzemiośle.

Scenografia też jest rzemiosłem. Żeby pokazać idee, musisz znać się na materii i umieć ją ogarnąć w każdych okolicznościach przyrody. Byłem kiedyś z Nowym Teatrem ze spektaklem „(A)pollonia” na Tajwanie. Ze względów finansowo-logistycznych nie mogliśmy ze sobą zabrać całej scenografii. Większość rzeczy trzeba było zbudować od zera na miejscu, a ponieważ ja byłem za to odpowiedzialny, to byłem parę razy w Tajpej, żeby tego dopilnować. Krzysiek Warlikowski powiedział, że „(A)pollonia” musi być taka sama jak w Polsce, reszta go nie obchodzi, tyle że Azja to jest totalnie inna bajka. W polskiej wersji mieliśmy na podłodze parkiet. Tam w grę wchodziło tylko drzewo tekowe. Warsztat, w którym pracowaliśmy, znajdował się w dżungli pod Tajpej. Przywieźli nam surowe ciemnobrązowe drewno, mimo że wcześniej dostali ode mnie próbki oryginalnego parkietu, który był jaśniejszy i polakierowany. Powiedziałem, że w takim razie będziemy je lakierować. Odpowiedzieli „OK” i zaczęli malować, ale wilgotność powietrza była tak duża, że z tego lakieru zaczęło się robić mleko. W końcu zaczęli to malować i kawałek po kawałku suszyć suszarkami. Udało się! Podobnych historii było tam wiele. Efekt był taki jak trzeba, ale o tym, ile godzin pracy i emocji nas to kosztowało, nikt się nie dowiedział. Miało być „tak samo” i było.

Czy któryś ze spektakli, jakie zrealizowałeś jest dla ciebie z jakiegoś powodu szczególnie ważny?

Wiadomo, że są takie, które są lepsze i w naturalny sposób się je bardziej lubi, ale w tym zawodzie nie ma czegoś takiego, że robisz jeden świetny spektakl i nagle wszyscy mówią „WOW!” i twoje życie zaczyna płynąć inaczej. Liczy się przede wszystkim doświadczenie, a jego w żaden sposób nie można przyśpieszyć. Musisz zrobić ileś tych scenografii czy świateł, żeby je robić coraz lepiej. 

Po 15 latach pracy widzę, że rzeczy, które kiedyś z efektem miernym zajmowały mi bardzo wiele czasu, teraz z przyzwoitym efektem zajmują mi go kilka razy mniej. To wyłącznie zasługa doświadczenia. Ale samo dochodzenie do satysfakcjonującego projektu paradoksalnie zajmuje mi teraz więcej czasu. Wynika to m.in. z tego, że staram się nie powtarzać podobnych środków. Lubię być w teatrze zaskakiwany i to samo staram się dawać widzom. Jeśli tego zaskoczenia nie ma, spektakl nie jest dla mnie ciekawy. 

 

Marcin Chlanda

Scenograf, reżyser światła i multimediów, specjalista ds. rozwiązań technicznych dla teatru. Współtworzył ponad 70 spektakli w teatrach dramatycznych i operowych. Współpracował m.in. Pawłem Świątkiem, Mają Kleczewską, Małgorzatą Warsicką, Piotrem Ratajczakiem.

Więcej: www.chlanda.pl

Fot. Marcin Chlanda i Monika Stolarska 

 

"Wojna polsko-ruska..." w świetle reflektorów

Wczoraj w Małopolskim Ogrodzie Sztuki, odbyły się warsztaty pt. "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną", w których główną rolę odegrało światło. Warsztaty prowadzili: Marcin Chlanda i Filip Marszałek.

Czytaj więcej

Dziesięć warsztatów Juliana

11-letni Julian Wiese-Korcala był uczestnikiem dziesięciu warsztatów, które odbyły się w ramach cyklu "Jak działa teatr?" prowadzonego przez Teatr Słowackiego. Które z warsztatów mu się najbardziej podobały?

Czytaj więcej

Tajemnice peleryny

Dzisiaj w pracowni Domu Rzemiosł Teatralnych na ul. Radziwiłłowskiej 3, odbyły się ostatnie warsztaty krawieckie w tej edycji projektu "Jak działa teatr?". Ich głównym tematem były "Tajemnice peleryny".

Czytaj więcej

Guzik wieńczy dzieło

Jaką rolę odgrywa w kostiumie guzik? Kto decyduje o jego wyborze? Czy do szycia w teatrze wystarczy zwykłe rzemiosło? Kto się kryje za carskim mundurem i za kryzami Romea? Zapraszamy na rozmowę z panią Mariolą Wardecką, krawcową z męskiej pracowni krawieckiej w Teatrze Słowackiego.

Czytaj więcej

Tajemnice scenografii do spektaklu „Hamlet”

Rozmowa z Małgorzatą Szydłowską, autorką scenografii i kostiumów do spektaklu „Hamlet” w reż. Bartosza Szydłowskiego, na podstawie „Studium o Hamlecie” Stanisława Wyspiańskiego. Premiera spektaklu odbędzie się 9 listopada w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie.

Czytaj więcej

Maski Hamleta i Ofelii

9 listopada w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, odbędzie się premiera "Hamleta" (reż. Bartosz Szydlowski), a już dzisiaj - na 23. Międzynarodowych Targach Książki - można było zobaczyć maski Ofelii i Hamleta. Ich autorem jest Łukasz Pipczyński, rzeźbiarza i modelator Teatru Słowackiego. Autor, słynnego już smoka ze spektaklu "Smok" w reż. Jakuba Roszkowskiego.

Czytaj więcej

Najmłodsi widzowie na tropie tajemnic teatru

Dzisiaj w Teatrze Słowackiego odbyły się warsztaty pt. „Tropem kapelusza”, które poprowadzili: Bartosz Jelonek (producent spektakli) i Ewa Jędrzejewska – Balicka (garderobiana). Było zwiedzanie teatru i sceny, wizyta w garderobie i magazynie kostiumów, a także mnóstwo teatralnych opowieści, w których nie zabrakło również duchów...

Czytaj więcej

„Uszyłem 5940 kostiumów teatralnych”

Leszek Wyżga, przez 50 lat pracował jako krawiec, z czego blisko 40 lat w teatrze. Spod jego rąk wyszło blisko 6 tys. kostiumów. Obecne krawcowe i garderobiane, mówią o nim "legenda", "wielki mistrz", "wspaniały artysta".

Czytaj więcej

Trzy sekundy mogą „położyć” spektakl

Jaką rolę w teatrze odgrywa dźwięk? Kto się nim zajmuje? Ile czasu może trwać w teatrze cisza? Zapraszamy na rozmowę z Tomaszem Dziedzicem, kierownikiem pracowni akustycznej w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. W sposób szczególny polecamy ją wszystkim scenografom.

Czytaj więcej

Nowa edycja warsztatów z rzemieślnikami teatralnymi

Zapraszamy na kolejną edycję warsztatów „Jak działa teatr?”. W programie m.in. oglądanie spektaklu „Smok” i „Imię róży” od kulis, „anatomia spódnicy”, spotkanie z tapicerem i garderobianymi, „odlotowe szmaty” i „replika twarzy” w pracowni modelatorskiej oraz warsztaty dla profesjonalistów z Mirkiem Kaczmarkiem i Marcinem Chlandą.

Czytaj więcej

Szkoła rzemieślników teatralnych

„Sztuka, sztuka. Wszyscy to czujemy. To jest w powietrzu, w nas. Rozumiesz to? Czujesz?” – zwraca się kierownik techniczny do młodego krawca w filmie „Personel” z 1975 r. Krzysztofa Kieślowskiego. „Tak, to jest takie uczucie, jakby się rosło” – odpowiada główny bohater. Zapraszamy do lektury tekstu na temat szkoły rzemieślników teatralnych.

Czytaj więcej

Zobacz „Imię róży” zza kulis

7 lipca, odbył się spektakl „Imię róży”. Było to ostatnie przedstawienie minionego sezonu w Teatrze im. J. Słowackiego. Zobaczcie co się działo za kulisami, w czasie, gdy Wiliam z Baskerville i nowicjusz Adso, prowadzili na scenie śledztwo, a nad opactwem zawisła groźba przybycia inkwizycji.

Czytaj więcej

Scenografia w 3 minuty

O tym kto jest autorem scenografii i kostiumów, dowiadujemy się przy okazji premiery sztuki, a jak wygląda w praktyce proces jej powstawania? Prezentujemy 3-minutowy filmik z montażu scenografii do spektaklu „Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Radosława Rychcika.

Czytaj więcej

Ostatnie warsztaty w tym sezonie!

Garderobiane i charakteryzatorki, tapicer i modelatorzy, krawcowe z damskiej i męskiej pracowni, inspicjent i malarz, choreograf i kompozytor, to tylko część osób, które prowadziły warsztaty z cyklu „Jak działa teatr?”. W najbliższy czwartek odbędzie się ostatnie spotkanie. Kolejna warsztaty we wrześniu!

Czytaj więcej

Dorastałem w teatrze

"Jako mały chłopiec, bywałem często u mojej babci, która przez ponad 20 lat była garderobianą. Pewnie, gdyby nie babcia, nie zainteresowałbym się teatrem i obecnie bym w nim nie pracował. Dzięki niej mogłem nie tylko z bliska obserwować, jak wygląda „teatralna kuchnia”, ale również doświadczać magii teatru i poznać osoby, które tą magię tworzą. Wtedy, po raz pierwszy poczułem, jak pachnie scena..."- opowiada Bartosz Jelonek, producent z Teatru Słowackiego.

Czytaj więcej

Garderobiana patrzy zza kulis

- W naszej pracy liczy się precyzja, prędkość, umiejętność współpracy, a przede wszystkim zaufanie i dyskrecja. Garderoba powinna być jak konfesjonał – mówi Ewa Jędrzejewska – Balicka, - która od 25 lat jest garderobianą w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Czytaj więcej

Poznaj tajemnice kurtyny Wyspiańskiego. Rozmowa z Tadeuszem Bystrzakiem

Małgorzata Wach: „Moja kurtyna jeszcze zawiśnie w tym teatrze”, powiedział młody Wyspiański. Jego słowa spełniły się po 126 latach. Co Pan czuł, kiedy kurtyna w końcu opadła? Tadeusz Bystrzak: Ulgę, że się udało. Mogło się nie udać? Mogło!

Czytaj więcej

Czym się zajmuje rzeźbiarz w teatrze?

„Przez jakiś czas myślałem o tym, żeby studiować scenografię, ale ostatecznie wybrałem rzeźbę, bo chciałem coś tworzyć własnymi rękami, a nie tylko projektować to, coś co później wykonają inni. Poza tym, od zawsze fascynował mnie rysunek i rzeźbiarstwo. Człowiek ma przed sobą blok materiału, który nie ma żadnej formy, ani treści i pracą własnych rąk nadaje mu kształt i znaczenie. Nieustanne mnie to zachwyca” – mówi Łukasz Pipczyński, rzeźbiarz, malarz, modelator w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Czytaj więcej

Na Wawelu wkrótce „wyląduje” smok

W pracowni scenotechnicznej Teatru im. Juliusz Słowackiego na ul. Półłanki powstaje smok, jakiego w Krakowie jeszcze nie było. Stwór będzie miał ponad 6 metrów długości, 3 metry wysokości i 8 czerwca „wyląduje” na Wawelu.

Czytaj więcej

Każda suknia ma swoją historię

Jakie suknie nosiła teatralna caryca Katarzyna? Ile materiału i czasu potrzeba, żeby uszyć stylową suknię? Jak się w ogóle zabrać do szycia wytwornej sukni, a jak do oryginalnej letniej sukienki? Odpowiedź na te i wiele innych pytań, poznały uczestniczki warsztatów pt. „Architektura sukni”.

Czytaj więcej

„Lalka” od kuchni

W miniony piątek w Teatrze im. J. Słowackiego odbyła się premiera „Lalki” Bolesława Prusa, w reżyserii Wojtka Klema. Kogo nie zobaczyliśmy na scenie? Zachęcamy do lektury tekstu, który ukazał się na blogu jakdzialateatr.pl w dniu premiery. 

Czytaj więcej

Opowiedz o sobie dźwiękiem

W miniony wtorek i środę na Scenie Miniatura Teatru im. J. Słowackiego odbyły się warsztaty pt. „Głos jako instrument” prowadzone przez Dominika Strycharskiego. Czego się dowiedzieli jego uczestnicy?

Czytaj więcej

Powiedz to, zaśpiewaj, wykrzycz!

Głos jest jedynym instrumentem muzycznym, który mamy ze sobą zawsze, ale nie zawsze znamy i wykorzystujemy jego możliwości. Zwykle używamy go do tego, żeby mówić. Rzadziej, żeby śpiewać, a najrzadziej, żeby wyrażać siebie. 7 maja odbędą się warsztaty z Dominikiem Strycharskim pt. „Głos jako instrument”, które pomogą lepiej poznać, zrozumieć i usłyszeć swój własny głos.

Czytaj więcej

Poznaj ludzi, których nie widać

Rozmowa z Małgorzatą Szydłowską - „Myśląca ręka” jest wieloletnim projektem edukacyjnym, dzięki któremu można zajrzeć na teatralne zaplecze i poznać ludzi, którzy do tej pory byli niewidzialni dla publiczności. Mam na myśli teatralnych rzemieślników, czyli inspicjentów, krawcowe, garderobiane, charakteryzatorów, oświetleniowców, stolarzy, tapicerów, akustyków, montażystów...

Czytaj więcej

Przepis na koszulę

Zastanawialiście się kiedyś nad tym w jaki sposób zostały uszyte Wasze koszule? A może chcielibyście uszyć koszulę według własnego projektu? Jeśli tak, to zapraszamy na warsztaty „Obyczaje koszul”, które odbędą się 27 kwietnia w Domu Rzemiosł Teatralnych.

Czytaj więcej

Kulisy tworzenia kurtyny Wyspiańskiego

126 lat - tyle dokładnie przeleżał w archiwach projekt kurtyny, autorstwa Stanisława Wyspiańskiego pt. „Z moich fantazyj”. Udało się go zrealizować w październiku ubiegłego roku. Zadania podjął się artysta malarz Tadeusz Bystrzak. Zapraszamy na warsztaty, podczas których zdradzi kulisy powstawania tego niezwykłego dzieła. Warsztaty odbędą się już 25 kwietnia!

Czytaj więcej

Zatańcz wspomnienie z dzieciństwa

14 kwietnia na małej scenie Teatru im. J. Słowackiego odbyły się warsztaty choreograficzne z Dominiką Knapik, pt. „Świadomość ciała”. Na początku było „dramatyczne umieranie”, potem strach i szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa…

Czytaj więcej

Chodź na warsztaty!

- Szycie zaczyna się od ciekawości. - mówią szefowe teatralnych pracowni krawieckich! - To właśnie ciekawość najczęściej przyciąga na warsztaty "Jak działa teatr?", ale jest jeszcze jeden ważny impuls...

Czytaj więcej

Wszystko ma swoją miarę

- Kino mnie nudzi. Jest jak sztuczne kwiaty. Wygląda ładnie, ale nie ma w nim życia. Z teatrem jest inaczej. Nie ma dwóch takich samych przedstawień. Co wieczór historia dzieje się od nowa. - mówi Stanisława Baran, kierowniczka męskiej pracowni krawieckiej w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Czytaj więcej

Znam teatr od podszewki

Tadeusz Sobucki, tapicer w Teatrze im. Juliusza Słowackiego - Większość ludzi myśli, że tapicer, to ktoś kto się zajmuje obiciami mebli. Na tym polega ta praca w tzw. zwyczajnym świecie, ale teatr nie jest zwyczajnym miejscem. Jest miejscem, gdzie się stwarza różne światy. 

Czytaj więcej

Kostium będzie nas pamiętał

W teatrze trzeba umieć szyć wszystko. Od bielizny po futra. Od współczesnej spódnicy, po suknię z epoki i bajkowy kostium. Trzeba też mieć otwartą głowę na pomysły scenografa, a te bywają naprawdę zaskakujące! - mówi Grażyna Cichy, kierowniczka damskiej pracowni krawieckiej.

Czytaj więcej

Zapraszam do magazynu kostiumów

W Domu Rzemiosł Teatralnych przy ul. Radziwiłłowskiej 3 w Krakowie, mieści się magazyn kostiumów, mebli i rekwizytów Teatru im. Juliusza Słowackiego. Można do niego wejść i dotknąć historii krakowskiego teatru. Jest tylko jeden warunek.

Czytaj więcej